Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Lekcja wyniesiona ze zdalnego nauczania

06-11-2020 Autor: Eryk Chilmon

Ani rządowe reformy, ani strajki nauczycieli nie odcisnęły takiego piętna na środowisku szkolnym, jak pandemia COVID-19. Uwypukliła ona nie tylko najlepsze, ale też najgorsze cechy polskiej oświaty, wyraźnie pokazując, co należy zmienić w systemie edukacji.

 

Przewrotnie można stwierdzić, że dzięki pandemii już żaden nauczyciel nie podważa konieczności dokształcania się w zakresie TIK i wdrażania narzędzi informatycznych do swojej pracy. Tak imponującej skuteczności w promowaniu wykorzystania technologii w edukacji nie miały podejmowane od lat konwencjonalne działania, takie jak konferencje szkoleniowe, dodawanie kolejnych wymogów do awansu zawodowego nauczyciela czy monitorowanie pracy szkół przez wizytatorów. W obliczu kryzysu wielu dyrektorów i nauczycieli stanęło na wysokości zadania, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę najwięcej w tej sytuacji zależy od nich. Stali się doradcami uczniów odnośnie do sposobu uczenia się, koordynatorami współpracy z rodzicami, a przy tym aktywnie podnosili swoje kompetencje cyfrowe.


Rewolucyjny charakter zmian obnażył też niestety ogrom problemów systemu edukacji. Zdaniem większości dyrektorów szkół i nauczycieli zawiodła współpraca z Ministerstwem Edukacji Narodowej, któremu dodatkowo zarzucano nadmierne skupianie się na realizacji podstawy programowej, i to w sytuacji, w której pojawiła się potrzeba wprowadzenia całkowitej zmiany w systemie nauczania. Przymusowe i szybkie przejście na e-nauczanie ujawniło też zróżnicowany poziom kompetencji i motywacji nauczycieli. Wielu z nich po prostu nie podołało wyzwaniom nauczania zdalnego, okazując się osobami niechętnymi do zmiany utartego sposobu pracy, a w dodatku wykluczonymi cyfrowo. W niektórych szkołach najbardziej oporni rozpoczęli nauczanie za pomocą narzędzi internetowych dopiero w czerwcu. Najważniejsi w całym procesie uczniowie również zbyt często mieli trudność ze skutecznym włączeniem się do e-nauczania. Byli tacy, którzy zupełnie zniknęli z systemu, a wielu zalogowanych było jedynie biernymi uczestnikami. Do tego doszły problemy natury infrastrukturalnej i technicznej: brak internetu o odpowiedniej przepustowości, limity danych w dostępie mobilnym do Sieci, konieczność współdzielenia niezbędnego sprzętu między domownikami itp. Należy też zwrócić uwagę na niedostosowanie systemu oceniania do nowej sytuacji, zaburzoną interakcję między uczniami i nauczycielami czy niski poziom tzw. higieny cyfrowej. Niestety, można długo kontynuować tę wyliczankę. Bezdyskusyjnie nowa sytuacja spowodowała konieczność wprowadzenia zmian. Co oczywiste, trzeba rozwiązać problemy techniczne, ale przede wszystkim potrzebna jest refleksja dotycząca podstaw programowych i metodyki nauczania.

 

Grzechy zdalnej edukacji


Transformacja cyfrowa edukacji to konieczność. Ogromnym błędem jest jednak utożsamianie jej z digitalizacją materiałów dydaktycznych czy przenoszeniem zajęć wykładowych do przestrzeni wirtualnej. Na pewno celem transformacji cyfrowej i e-nauczania nie jest też podawanie uczniom drogą internetową zadań do wykonania i zakresów stron podręcznika do przerobienia, co niestety zdarzało się bardzo często.


Słowem, grzechem głównym w okresie zdalnego nauczania było przenoszenie szkoły ze świata realnego do wirtualnego w skali 1:1. Podczas takich zajęć nauczyciele i uczniowie byli przykuci do komputerowych ekranów nawet przez 5–8 godzin, co z pewnością nie wpłynęło korzystnie na ich stan zdrowia. Do kategorii bezrefleksyjnego „przeklejania” schematów szkolnych do mediów elektronicznych należy zaliczyć niektóre produkcje w ramach wieloplatformowego projektu „Szkoła z TVP”, który powstał w efekcie porozumienia Telewizji Polskiej i Ministerstwa Edukacji Narodowej. Trzeba jednak przyznać, że najgorzej projekt wypadł na początku działania, a potem był prowadzony w bardziej profesjonalny i sensowny sposób. Telewizja Polska pochwaliła się we wrześniu br., że zajęcia w TVP poprowadziło 191 nauczycieli, a lekcje, które trafiły także na platformę vod.tvp.pl, odnotowały ponad 3 miliony odtworzeń. Każdy może ocenić sam, czy taką liczbę należy uznać za sukces czy porażkę projektu.


Zdalne nauczanie w Polsce często miało takie oblicze, jak to zostało przedstawione wyżej – media cyfrowe wykorzystywano do nieefektywnego realizowania, wciąż dla niektórych najważniejszej, podstawy programowej. Wykonanie tego zadania było w zastanych warunkach niemożliwe, więc całe środowisko szkolne udawało, że podstawa jest realizowana (w najgorszej sytuacji byli chyba nauczyciele WF, którzy mieli dokumentować aktywność fizyczną dzieci), a dopełnieniem tego było gremialne podwyższanie ocen uczniom na koniec roku szkolnego. Sztuka dla sztuki.

 

[...]

 

Eryk Chilmon – redaktor prowadzący „TIK w Edukacji”.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2019 PRESSCOM Sp. z o.o.