Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Początek końca ery laptopa

24-10-2019 Autor: Lechosław Hojnacki

Smartfon w swojej rozpoznawalnej dziś postaci (dotykowej tabliczki) liczy sobie zaledwie 12 lat i w tym czasie zdołał się stać niemal symbolem epoki. Wielu z nas – śledząc statystyki rosnącego czasu użytkowania smartfonów przez młode pokolenie, a w rzeczywistości przez wszystkie generacje – mówi z obawą o uzależnieniu i usiłuje z nim walczyć.

 

Bezprzykładna popularność smartfonów wynika głównie z ich ogromnej i coraz większej uniwersalności. Zawsze wielokrotnie w ciągu dnia sięgaliśmy po różne narzędzia i wykonywaliśmy różne czynności: telefonowaliśmy, wysyłaliśmy pocztę, czytaliśmy prasę, słuchaliśmy muzyki, robiliśmy zdjęcia, szukaliśmy informacji, robiliśmy notatki lub obliczenia, oglądaliśmy filmy, szukaliśmy drogi na mapach itd. Dziś nadal to robimy, z tym że nie kupujemy już stosu przedmiotów i plecaka do ich noszenia, gdyż zastąpiła je dotykowa tabliczka. Uniwersalność smartfona jest w istocie procesem „pożerania” przez niego kolejnych, coraz to nowych narzędzi powszechnego użytku. Proces ów można podzielić na trzy etapy: naśladowania, zastępowania i rugowania.


Kiedy smartfon pozwoli wykonać jakąś nową funkcję wymagającą użycia innych narzędzi, zaczyna się etap pierwszy: naśladowanie. Pierwsze smartfony robiły np. zdjęcia i filmy, na których „coś było widać”, oraz nagrywały dźwięk, w którym można było zwykle zrozumieć mowę, jednak nikt z tego powodu nie rezygnował z posiadania aparatu fotograficznego, kamery lub dyktafonu.

 

Sytuacja, gdy jakość realizowania jakiejś funkcji przez smartfon osiąga poziom zadowalający przeciętnego użytkownika, oznacza, że zaczyna się etap drugi: zastępowanie. Tak było z fotografowaniem i filmowaniem. Już od kilku lat smartfony robiły w przeciętnych warunkach wystarczająco dobre zdjęcia i filmy o charakterze pamiątkowym lub dokumentacyjnym. Dopiero przy wyższych wymaganiach lub trudniejszych warunkach (zastosowania artystyczne, wysoka jakość obrazu, mało światła, szybki ruch, potrzebny zoom itd.) nadal były potrzebne specjalizowane aparaty fotograficzne.


Natomiast etap rugowania zaczyna się, gdy smartfon daną funkcję pozwala wykonać podobnie lub lepiej niż urządzenie specjalizowane. De facto przestaje nam ono być potrzebne, znika w końcu z masowej produkcji i ewentualnie znajduje sobie jakąś niszę. Pierwszą ofiarą rugowania były chyba kalkulatory, potem kieszonkowe odtwarzacze muzyki, dyktafony, a w ostatnich latach – tanie kompaktowe aparaty fotograficzne.

 

Rynek smartfonów w Polsce jest prawie nasycony. Ich liczba rośnie już bardzo powoli. Średnio co około dwa lata wymieniamy je na nowy model. Co nowego w takim czasie zaczęły rugować smartfony? Ja sam przestałem na przykład nosić ze sobą wszędzie kartę bankomatową (wsiąkła w smartfon) i porzuciłem ostatecznie specjalizowany GPS (bo sterowane głosem i zawsze aktualne mapy Google pobiły go bezlitośnie). Po ostatniej wymianie smartfona odstawiłem już chyba na zawsze swój średniej klasy aparat cyfrowy z dużą matrycą i jasnym zoomem (sprawdziłem osobiście, że nowy, z kilkoma kamerami o różnych ogniskowych, spiętymi w całość za pośrednictwem specjalizowanej sztucznej inteligencji, rzeczywiście może więcej).

 

Odkryłem przy tej okazji, że ekspansja smartfona na terytorium zdominowane do tej pory przez komputer osobisty wkracza właśnie w nowy etap. Otóż dostępny teraz w smartfonach standard USB-C jednoczy w miniaturowym złączu niemal wszystkie gniazda znane z komputerów osobistych, w tym wyjście obrazu, którego nieobecność bardzo ograniczała przydatność smartfona w zastosowaniach prezentacyjnych (np. w klasie) i biurowych. Zaopatrzyłem się w odpowiedni adapter, aby sprawdzić, jak rzecz działa w praktyce. Mój nowy smartfon po rozpoczęciu przesyłania obrazu na zewnętrzny monitor niewinnie zapytał, czy ma się przełączyć do trybu desktopowego. Pozwoliłem. W odpowiedzi ekran smartfona zamienił się w manipulator dotykowy (taki jak w laptopie), natomiast na dużym ekranie pojawił się pulpit doskonale znany z desktopowych systemów operacyjnych. Pasek zadań, menu startowe, ikony na pulpicie, a przy tym doskonale znane mi z własnej kieszeni mobilne aplikacje otwierające się w skalowanych oknach. Tak oto niewinnie i bez rozgłosu pokonano chyba ostatnie ograniczenia procesu zastępowania (a potem rugowania) komputera osobistego przez smartfon. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

 

Lechosław Hojnacki – nauczyciel-konsultant, wykładowca i trener. Zajmuje się m.in. edukacyjnymi zastosowaniami mobilnych technologii cyfrowych i nowoczesnymi metodami edukacyjnymi. Autor szkoleń, programów oraz licznych publikacji naukowych i popularyzatorskich o tej tematyce. Prowadzi autorski niekomercyjny serwis edukacyjny Enauczanie.com.


Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym oraz elektronicznym wydaniu pisma.
Zapraszamy do składania zamówień na prenumeratę.


 

« Powrót

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2019 PRESSCOM Sp. z o.o.