Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Polska leży między Włochami a Francją

22-10-2018 Autor: Lechosław Hojnacki

U progu bieżącego roku szkolnego prasa przyniosła ciekawie kontrastujące ze sobą wieści z dwóch europejskich krajów. Pierwsza wiadomość: Francja wprowadziła permanentny zakaz używania smartfonów w szkołach kształcących uczniów do 15 roku życia, natomiast francuski minister edukacji ogłosił, że nowa ustawa „przenosi Francję w XXI wiek”. Druga wiadomość: włoska minister oświaty ogłosiła, że smartfony wejdą legalnie do klas szkolnych jako pomoce naukowe. Media tę decyzję uznały za „przełom w nauczaniu”.

 

Wygląda, przynajmniej na pierwszy rzut oka, że dwa europejskie kraje na dwa przeciwstawne sposoby rozwiązały ten sam problem wszechobecności smartfonów w rękach uczniów. Pierwszym moim odruchem była radość, że oto przydarza się nam niepowtarzalna okazja sprawdzenia „cudzym kosztem”, która strategia będzie lepsza dla edukacji. Włochy i Francja są porównywalne (wielkość, położenie, uwarunkowania kulturowe, poziom gospodarczy etc.). Wymarzona sytuacja dla badaczy. Radość moją mąci świadomość, że żyjemy w czasach, kiedy badania dowodzą… „wszystkiego”; zależnie od planu badania, a w istocie rzeczy raczej od nastawienia badaczy i od intencji podmiotów zlecających badania lub „badania”. Spodziewać się należy, że w ciągu najbliższych lat z obu krajów otrzymamy niezbite dowody, że każda z tych strategii z osobna przyniosła same zyski, a równolegle pojawią się wyniki badań nie mniej wiarygodnych, ale dowodzących, że same straty. Dziś przecież także, zależnie od potrzeb, potrafię przytoczyć wyniki badań (opublikowanych przez instytucje naukowe o niekwestionowanych autorytetach), które wykazują, że uczniowie pozbawieni smartfonów osiągają wyniki w nauce o ponad 6% lepsze, albo badań, że właśnie uczniowie wyposażeni w smartfony osiągają wyniki o 18% wyższe. Na razie zająłem się prześledzeniem podłoża tak przeciwstawnych rozwiązań legislacyjnych.

Francuski radykalny krok jest otóż w linii prostej następstwem zakazu używania urządzeń mobilnych na lekcjach w szkołach podstawowych, który obowiązywał tam już od 2010 r. Efekty wprowadzonych wówczas restrykcji okazały się boleśnie mało skuteczne, więc teraz zakaz wzmocniono: objęto nim także przerwy, korytarze szkolne, stołówki i boiska (oraz rozciągnięto go dodatkowo na wyższy etap edukacyjny).

Włoski radykalny krok w przeciwnym kierunku także jest efektem poprzednich doświadczeń, a mianowicie zakazu używania urządzeń mobilnych, który Włochy wprowadziły jeszcze wcześniej niż Francja, bo już w roku 2007. Po ponad dziesięcioleciu włoskie władze uznały (w sumie podobnie jak Francuzi), że zakaz nie przyniósł spodziewanych efektów, jednak wyciągnęli z tego zgoła odmienne wnioski. Uznali, że bardziej obiecującą od urzędowego zakazu strategią jest zezwolenie na używanie smartfonów, określenie jasnych i sensownych reguł ich użycia, oddanie nauczycielom prawa do decydowania oraz nakłonienie ich, aby skupili się na uczeniu odpowiedzialnego używania mobilnych urządzeń. Po ponad dziesięciu latach doświadczeń wygrała we Włoszech prosta i uniwersalna zasada, że nie narzędzie jest problemem, ale sposób jego użycia, a także wiara, że lepszą rolą dla nauczycieli jest mądre nauczanie niż ślepe egzekwowanie odgórnego zakazu.

Tak czy inaczej, oba kraje wyciągnęły przeciwne wnioski z podobnych doświadczeń ułomnych efektów zakazu i oba kraje przekuły te wnioski na bardzo konkretne, zmierzające w przeciwnych kierunkach decyzje administracyjne. Wygląda na to, że my w Polsce mamy zatem dość komfortową sytuację: centralne władze oświatowe niczego nie zabroniły i niczego nie zakazały, dzięki czemu szkoły mają względną autonomię i korzystają z niej. Niektóre szkoły decydują się na wprowadzanie nowych zakazów, a inne przeciwnie, ograniczają zakazy i rozszerzają zakres praktycznych zastosowań edukacyjnych mobilnych urządzeń.

A może i my powinniśmy oczekiwać, że ktoś za nas odgórnie rozwiąże problem? Na przykładach obecnych usiłowań Francji i Włoch, dwóch zamożnych, wysokorozwiniętych krajów, widać jednakowoż, że po dziesięciu latach zwycięskiego pochodu urządzeń mobilnych przez świat nie tylko nie znamy panaceum na stwarzane przez nie problemy, ale też nie ma zgody co do kierunku, w którym należałoby ruszyć. Wiele wskazuje na to, że w ciągu najbliższego dziesięciolecia problem w obecnym kształcie zniknie sam, bo smartfony ustąpią miejsca technologii, która będzie jeszcze bardziej pociągać i zarazem jeszcze bardziej niepokoić. Problemy małych ekranów rozwiążą się same. A że w sposób, którego nie oczekiwaliśmy, to przecież nic nowego w historii rozwoju technologii. W jaki sposób? O tym – następnym razem.


Lechosław Hojnacki – nauczyciel-konsultant, wykładowca i trener. Zajmuje się m.in. edukacyjnymi zastosowaniami mobilnych technologii cyfrowych i nowoczesnymi metodami edukacyjnymi. Autor szkoleń, programów oraz licznych publikacji naukowych i popularyzatorskich o tej tematyce. Prowadzi autorski niekomercyjny serwis edukacyjny Enauczanie.com.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2018 PRESSCOM Sp. z o.o.