Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Dojrzewanie do tabletu

08-11-2017

Marzenie o tablecie, czyli różne formy fantazji czy też wyobrażeń dotyczących poręcznego, interaktywnego urządzenia o cechach zbliżonych do tych, jakie mają dzisiejsze tablety i czytniki, towarzyszyły ludzkości już od początków poprzedniego stulecia. Zachowały się w filmach i książkach science fiction, ale także w mojej pamięci własnych dziecięcych marzeń.

 

Kiedy jednak marzenie zmaterializowało się wreszcie w XXI wieku w postaci tabletu (oraz jego kieszonkowej wersji – smartfona) i pojawił się w dłoniach uczniów, podzielił nas wszystkich bardzo mocno w kwestii oceny jego przydatności edukacyjnej. Naturalną rzeczy koleją trwały jednak dwa synergiczne procesy. Z jednej strony urządzenia mobilne dojrzewały do edukacji (za coraz niższą cenę oferowały coraz wyższą jakość techniczną i użytkową), a z drugiej – my dojrzewaliśmy do nich. Jednocześnie malały zastępy reprezentantów postaw skrajnych (wieszczów końca cywilizacji z jednej strony, a z drugiej entuzjastów chcących tabletem zastąpić „cały tornister”).

Tablet wydawał się szczególnie predestynowany do pracy z najmłodszymi uczniami. Dowodziły tego zresztą doświadczenia wielu nauczycielek. Jednocześnie jednak przekonania skrajne – że dzieci dla ich dobra trzeba po prostu odseparować od jakiegokolwiek kontaktu z urządzeniami mobilnymi – były stosunkowo powszechne zarówno wśród nauczycielek pierwszego etapu edukacyjnego, jak i niektórych metodyków. Odruch, aby w sytuacjach „niepewnych” najmłodsze nasze pociechy przede wszystkim „chronić”, jest naturalnie uzasadniony, niemniej z wielu przyczyn zakazy trudno uznać za najlepsze i dla rozwoju dzieci, i nawet dla ich bezpieczeństwa. A jednak takie podejście trzymało się mocno.

Zwielokrotniona w ostatnich miesiącach popularność szkoleń nauczycieli w zakresie programowania, która wynika ze zmian w podstawie programowej, pozwala mi na zaobserwowanie nowej jakości. Jest do tego stopnia inaczej niż jeszcze niedawno, że ostatnio podczas szkoleń nie tyle pracuję, ile ładuję się energetycznie i pławię w radości uśmiechnięty jak księżyc w pełni. A ze szkolenia wychodzę równie zmęczony, jak szczęśliwy.

W typowym szkoleniu bierze udział komplet pań uczących na poziomie pierwszego etapu edukacyjnego w jednej lub dwóch szkołach. Są zatem wśród nich zwykle osoby młodsze oraz starsze. Są i zwolenniczki, i przeciwniczki używania narzędzi TIK na lekcjach. Czasem są wśród nich osoby wcześniej gruntownie przeszkolone lub też biegle posługujące się własnymi smartfonami, ale też często osoby bez doświadczenia informatycznego lub wręcz mające zasadnicze problemy z podstawową obsługą sprzętu komputerowego. Nic nowego. Nowe jest to, jak szybko osoby sceptyczne i niechętne technologiom zmieniają nastawienie: od początkowej nieufności, poczucia bezradności, czasem i lęku, poprzez zaciekawienie i błysk zrozumienia w oku, aż do fazy radosnej zabawy. Uczestniczki takiej przemiany nieodmiennie stawiam wobec wyboru: PC czy tablet? I... powszechnie wybierają właśnie tablet, kierując się świadomie racjonalnymi kryteriami. Podobnie zaczynają postrzegać inne urządzenia komputerowe (np. roboty edukacyjne): w kategoriach obiecującej pomocy dydaktycznej, a nie tylko elektronicznego gadżetu. Wiem, że lód nieufności pęka dziś łatwiej, bo jest coraz cieńszy. Roztopił go czas, a także coraz większa powszechność mobilnych urządzeń komputerowych.

Kluczowym sojusznikiem zdroworozsądkowego spojrzenia na technologie najwyraźniej stała się nowa podstawa programowa edukacji informatycznej, a zwłaszcza jej rewolucyjnie zmodernizowane cele i zalecenia. Pojawił się wprawdzie groźnie brzmiący termin „programowanie”, jednak został obudowany nie tylko w cele tak oczywiste, jak uczenie logicznego myślenia i rozwiązywanie problemów, ale także tak cenne, jak praktyczne zastosowania, kształtowanie kreatywności, otwartość na działania innowacyjne, współpraca grupowa. Do realizacji tych celów wprzęgnięto nie tylko komputery, ale też całą armię edukacyjnych narzędzi, począwszy od mat, plansz i gier, a skończywszy na dowolnych urządzeniach komputerowych, z robotami włącznie. Tak potraktowana edukacja komputerowa przestała być specjalistycznym dodatkiem do tzw. zwykłej edukacji, a stała się jej integralną częścią, a chyba nawet więcej – logicznie i holistycznie skonstruowaną strukturalną bazą do wspierania bardzo humanistycznych aspektów rozwoju bardzo młodego człowieka.

Znam historię ewolucji edukacji informatycznej najmłodszych, wiem więc, że było to możliwe dzięki temu, iż ta zmiana jest kolejnym logicznym krokiem w trwającym od dłuższego czasu i wdrażanym konsekwentnie dziele udoskonalania edukacji informatycznej. Życzyłbym sobie i nam wszystkim, żeby ten poziom zintegrowanego myślenia o uczniu i jego harmonijnym rozwoju osiągnęło planowanie edukacji na wszystkich przedmiotach i poziomach szkolnych.
 


Lechosław Hojnacki – nauczyciel-konsultant, wykładowca i trener. Zajmuje się m.in. edukacyjnymi zastosowaniami mobilnych technologii cyfrowych i nowoczesnymi metodami edukacyjnymi. Autor szkoleń, programów oraz licznych publikacji naukowych i popularyzatorskich o tej tematyce. Prowadzi autorski niekomercyjny serwis edukacyjny Enauczanie.com.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2016 PRESSCOM Sp. z o.o.