Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Programując, najpierw pomyśl komputacyjnie

30-04-2021 Autor: Eryk Chilmon

W najbliższym czasie musimy dążyć do przemodelowania kształcenia i szkolenia nauczycieli informatyki. To zmiana w gestii uczelni prowadzących kierunki informatyczne, która powinna objąć zarówno studia pełne, jak i studia podyplomowe.

 

Rozmowa z Maciejem M. Sysłą, profesorem matematyki i informatyki, autorem podstaw programowych przedmiotów informatycznych dla szkół

 

Znana jest Pana fascynacja japońską poezją. Czy ma Pan ulubione haiku?

Pada w każdym oknie – tak czasem komentujemy ze znajomymi pogodę.

 

Czy haiku ma coś wspólnego z matematyką i informatyką? A może ta egzotyczna forma poetycka pociąga Pana właśnie ze względu na swoją całkowitą odmienność?

 

Długo można by o tym opowiadać. Jak stwierdził Reginald Horace Blyth, haiku „to skinięcie, półotwarcie drzwi, wytarcie lustra do czysta”. Dla mnie to forma więzi z Japonią, gdzie blisko pół wieku temu wylądowałem po doktoracie. Zakochałem się w tym kraju od pierwszego wejrzenia. Trafne będzie tu zacytowanie poety Bashô:

 

Czemu tak różne

wspomnienia niosą zwiewne

kwiaty wiśniowe.

 

Układ sylab według schematu 5–7–5 jest typowy dla haiku. Dla matematyka to liczby pierwsze, których suma także jest liczbą pierwszą.

 

Można powiedzieć, trzymając się poetyckich porównań, że dbanie o rozwój umysłu przypomina uprawę ziemi – intelektualna monokultura na dłuższą metę zawsze będzie wyniszczająca. Potrzebujemy urozmaiconych bodźców i interdyscyplinarności. Chyba warto też uświadamiać dzieci, że umysł wręcz uwielbia różne wyzwania?

 

Taka wiedza przychodzi z latami. Trudno to zrozumieć młodym osobom, wypatrującym przed sobą tylko chwili i pamiętającym niewiele więcej sprzed niej. Widzę, że zaczepia mnie Pan, bym przyznał się, że jestem humanistą. Utożsamiam się z wrocławską szkołą Hugona Steinhausa, który mawiał: „(…) humanistą w głębszym znaczeniu jest każdy, kto umie myśleć nie tylko o sobie i o działce, którą uprawia w pocie czoła”.

 

Ja jestem przekonany, że w tym sensie jest Pan humanistą, na co wskazuje bardzo szeroki krąg zainteresowań.

 

W tym kręgu obecnie najbardziej zajmuje mnie kolekcjonowanie mechanicznych maszyn do liczenia i pisania. W maszynach do pisania jest piękno konstrukcji, a te do liczenia to „Mózg ze stali” – jak przed wojną reklamowała w Polsce swoje „kręciołki” firma Brunsviga. Przy okazji zapraszam chętnych na wirtualne zwiedzanie wystawy niektórych moich maszyn do liczenia – odpowiedni link znajduje się na stronie mmsyslo.pl.

 

W naszej rozmowie skupimy się jednak na innej Pana specjalizacji – dydaktyce informatyki. Jak podejście do nauczania informatyki w polskiej szkole zmieniało się od lat 80.?

 

To opowieść na książkę, którą zresztą piszę i nie mogę skończyć. Jej tytuł to „Edukacja informatyczna w historycznym rozwoju”, bo od ponad 35 lat obserwujemy ciągły rozwój tego obszaru. Do połowy lat 90. uczyliśmy się obsługi technologii – peceta i internetu, w dekadzie na przełomie wieków poznawaliśmy wykorzystanie technologii w nauczaniu i uczeniu się, a do połowy poprzedniej dekady – staraliśmy się stosować technologię, by zmieniać sposoby uczenia się. Teraz wdrażamy podejście z myśleniem komputacyjnym w tle. Wszystkie wymienione etapy dotyczą zarówno skali makro, czyli szkoły, jak i indywidualnie każdej uczącej się osoby.

 

Dynamiczny rozwój TIK, który niezmiennie trwa od tych 35 lat, wymagał i wciąż wymaga porządkowania w sferze edukacji. Czy Pana zdaniem próby takiego uporządkowania roli technologii i informatyki w nauczaniu, podejmowane m.in. przez kolejne podstawy programowe, należy uznać za udane?

 

Jestem chyba złym adresatem pytania. Mogę być nieobiektywny, bo byłem angażowany do tworzenia kolejnych podstaw programowych z informatyki, z wyjątkiem pierwszego programu z 1985 r. Uważam, że nie przeoczyliśmy niczego, nawet złego kierunku na przełomie XX i XXI w. Wówczas na świecie technologia TIK wypierała kształcenie informatyczne w postaci przedmiotu informatyka – również u nas przedmiotem technologia informacyjna objęliśmy wszystkich uczniów szkół średnich. Należy jednak zaznaczyć, że w Polsce przedmiot informatyka od 1985 r. nigdy całkowicie nie zniknął ze szkół i zawsze był przynajmniej do wyboru. W pierwszej dekadzie XXI w. nie dopadł nas więc drastyczny spadek zainteresowania studiami informatycznymi, jak to było np. w USA i Wielkiej Brytanii. Tam spadek liczby kandydatów sięgnął ponad 50%. Na studia informatyczne i okołoinformatyczne startuje u nas obecnie ponad 40 tys. kandydatów, niemal dwa razy więcej niż na jakikolwiek inny kierunek. Inna sprawa, że nie wszyscy kandydaci są dobrze przygotowani do tego wyboru.

 

Ma Pan wiedzę na temat nauczania informatyki w wielu krajach świata. Czy zna Pan jakieś modele czy metody, które zasługują na szczególną uwagę i które powinny zostać przeniesione na grunt polski?

 

Jestem przedstawicielem Polski w Komitecie Technicznym nr 3 w International Federation for Information Processing (IFIP), który zajmuje się edukacją. Z tej racji mam kontakt z całym światem edukacyjnym. W 2013 r. organizowałem w Toruniu WCCE – Światową Konferencję nt. Komputerów w Edukacji, a ponadto uczestniczę we wszystkich innych większych wydarzeniach. Można więc powiedzieć, że trzymam rękę na pulsie. Przeszczepianie modeli niesie ze sobą pewne ryzyko. Edukacja to dziedzina, która musi uwzględniać specyfikę danego społeczeństwa. Trendy w innych społecznościach mogą być wskazówką lub przykładem dobrych praktyk edukacyjnych, ale ewentualne wdrożenia jakichkolwiek wartościowych rozwiązań to często długa droga, która niekoniecznie musi się skończyć pomyślnie. Mamy własną drogę rozpoczętą ponad 35 lat temu. Co oczywiste, uczymy się też od innych, korygujemy nasze wybory, a także prezentujemy nasze podejście i osiągnięcia na forum IFIP, gdzie jestem też członkiem grupy roboczej ds. curriculum, czyli podstaw programowych i programów nauczania. Trzeba wskazać jeszcze jedną stronę tego medalu – tzw. wolę polityczną do akceptacji zmian. A z tym edukacja informatyczna nie radzi sobie dobrze. Nie mamy sprzymierzeńców, zresztą jak cała edukacja.

 

A czy wprowadzenie informatyki jako obowiązkowego przedmiotu na maturze to dobry pomysł?

 

Tak, ale w dalszej przyszłości. Teraz środowisko informatyków stara się, by informatyka stała się dodatkowym przedmiotem do wyboru na egzaminie ósmoklasisty. Gdy wprowadzano ten egzamin, nawet przez głowę nam nie przeszło, że można pominąć informatykę. Po ukazaniu się ustawy było już za późno, a teraz bardzo trudno to zmienić. Brakuje wspomnianej już „woli politycznej”. Strategicznie w propozycji obowiązkowej matury z informatyki tkwi pewne niebezpieczeństwo – zgłosić się mogą wszystkie inne przedmioty, z takim samym postulatem i z równie ważnymi argumentami.

 

Jednym z Pana znaków rozpoznawczych jest dbanie o prawidłowe rozumienie pojęć. Nie przepada Pan m.in. za nadużywaniem w przestrzeni edukacyjnej określenia „programowanie”. A może inaczej: podkreśla Pan jego szersze znaczenie i piętnuje utożsamianie programowania wyłącznie z kodowaniem. Jak zatem należy właściwie rozumieć to pojęcie?

 

Ponownie – to temat na osobną książkę, a nie tylko na wywiad. Po pierwsze, zacznę od twierdzenia, że nie można stawiać znaku równości między programowaniem a informatyką. Z tym utożsamianiem walczą informatycy na całym świecie. Kształcenie informatyczne, czyli zajęcia z informatyki zgodne z podstawą programową, daje szeroki ogląd, czym jest informatyka i jakie jest w niej miejsce dla programowania. Słowem, kodowanie to zapisywanie poleceń dla komputera w postaci programów, skryptów, pojedynczych poleceń. Programowanie zaś należy rozumieć szerzej – utożsamia się je z całym procesem rozwiązywania problemu, ewentualnie kończącym się napisaniem i uruchomieniem programu na komputerze. Program to z kolei medium komunikacji z komputerem. To, o czym chcemy z nim rozmawiać, powinniśmy głęboko przemyśleć i przygotować się do tego. Jak mawiał mój nieżyjący już kolega, jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia i nauczy się języka japońskiego, to nie będzie miał nic do powiedzenia po japońsku. Osobiście jestem przywiązany do rozumienia programowania jako podejmowania optymalnych decyzji. To znaczenie pochodzi jeszcze z czasów wojny, a później z badań operacyjnych. Dodam, że podejmowanie optymalnych decyzji to jeden z obszarów moich zainteresowań naukowych.

 

[...]

 

Rozmawiał: Eryk Chilmon

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2019 PRESSCOM Sp. z o.o.