Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Spieszmy się kochać smartfony

13-04-2018 Autor: Lechosław Hojnacki

Przed czterema laty pisałem na tych łamach o mobilnych urządzeniach komputerowych – smartfonach i tabletach. Zachęcałem do ich włączania w proces lekcyjny. Cztery lata to w najnowszych technologiach bardzo długo. Zobaczmy, co się w ciągu tych kilku lat zmieniło w otoczeniu technologicznym szkoły, a potem zajrzyjmy do niej.

 

Liczba użytkowników smartfonów w Polsce przekroczyła 70% (wtedy 40%), jednak wśród nastolatków liczba ta wynosi aż 95%. 78% gospodarstw domowych ma szerokopasmowy dostęp do Sieci (wtedy 71%). Internautami są natomiast prawie wszyscy nastolatkowie, z których 80% używa internetu niemal stale, a 40% jest stale online… w szkole.

Bariery techniczne i finansowe znikają. Mobilny internet jest ogólnie dostępny (już co trzeci Polak korzysta tylko z mobilnego łącza). Przeciętna prędkość faktyczna łącza wystarcza do transmisji wideo HD dla paru urządzeń jednocześnie. Do jej uzyskania wystarczy smartfon z najniższej półki.

Czas spędzony w Sieci to już sześć godzin dziennie – aż trzykrotnie dłużej niż cztery lata temu. Internet wypiera telewizor, który nadal przyciąga starszych, jednak wśród młodzieży przegrał jako urządzenie do oglądania wideo. Zatem nadal siedzimy, ale teraz przy innych urządzeniach. A urządzeń komputerowych mamy mnóstwo: na jednego Polaka przypada ich aż 4,6 (!), w tym dwa smartfony. Zmienia się rodzaj używanych urządzeń. Cztery lata temu trwał już odwrót i od stacjonarnych PC, i laptopów. Następcą laptopów miały być głównie tablety, jednak dwa lata temu ich sprzedaż też zaczęła spadać. Sprawcą tego jest głównie smartfon. Przed czterema laty był znacznie mniejszy od tabletu, jednak dziś ekran przeciętnego smartfona przekracza pięć cali (a bywa i sześć). Nauczyliśmy się też wreszcie specyfiki użytkowania urządzeń mobilnych. Już nie są traktowane jako „za mały pecet z niewygodną klawiaturą”.

Zdecydowana większość sytuacji edukacyjnych, w których przydałby się dostęp do internetu, słownik, jakieś multimedia, moc obliczeniowa etc., to właśnie proste technologicznie i krótkotrwałe zadania idealnie pasujące do specyfiki uczniowskich tabletów i smartfonów, lekkich, błyskawicznie gotowych i do pracy, i do odłożenia z powrotem do piórnika, niewymagających zasilania ani specjalnego wyposażenia sali. Wprawdzie tablety były łatwiej akceptowalne dla nauczycieli, mniej raziły „za małym ekranem” i skojarzeniami z komórką, jednak już je przespaliśmy: szkolne są dla nauczycieli dodatkowym obciążeniem i nauczyciele już to wiedzą, natomiast uczniowskie już nigdy nie staną się powszechne „same z siebie”. Za to ze smartfonami jest nieporównanie łatwiej: wreszcie są powszechnie dostępne. Jest ich dwukrotnie więcej niż nas! Nauczyciele też już je mają, więc znika bariera własnych nieumiejętności. No i wreszcie najważniejsze: przecież nikt za nas nie pokaże uczniom w praktyce, jak używać ich dobrze, mądrze i bezpiecznie, z korzyścią dla rozwoju.

Nic z tego. Wprawdzie niektórzy nauczyciele coraz śmielej włączają do pracy na lekcji uczniowskie smartfony, jednak wciąż dzieje się to najczęściej indywidualnie, półlegalnie lub całkiem nielegalnie. Są szkoły, które w ciągu ostatnich lat dopuściły w prawie wewnętrznym edukacyjne zastosowanie smartfonów na zajęciach, jednak systemowe podejście do włączania uczniowskich urządzeń do procesu edukacyjnego w modelu BYOD (Bring Your Own Device) nadal jest w szkołach rzadkie, niemal jak białe jednorożce. Jednocześnie wiele szkół wręcz zaostrzyło zakazy. Często było to efektem ubocznym pojawienia się w szkołach podstawowych starszych uczniów w wyniku reformy, co wywołało wzmożenie obaw przed uzbrojonymi w smartfony nastolatkami.

Kiedy zagrożenia smartfonowe porównamy do wody – żywiołu zagrażającego utopieniem, to w naszym myśleniu zamurowywanie basenów wciąż dominuje nad nauczaniem pływania. Z oczywistą stratą i dla edukacji, i dla bezpieczeństwa naszych uczniów. A jednak najbardziej obiecującym efektem naszkicowanych na wstępie trendów technologicznych jest właśnie to, iż model BYOD, sprawdzony jako najefektywniejszy, jest teraz dostępny na wyciągnięcie ręki. Spieszmy się kochać smartfony, tak szybko odchodzą. Nie będą długo czekać. Są dojrzałym produktem, jednak rynki się nasycają i czołowe firmy w poszukiwaniu zysku z pewnością w najbliższych latach zaczną lansować coś nowego, nad czym znów nie będziemy umieli zapanować i dobrze wykorzystać w edukacji. Być może jeszcze bardziej boleśnie.

 


Lechosław Hojnacki – nauczyciel-konsultant, wykładowca i trener. Zajmuje się m.in. edukacyjnymi zastosowaniami mobilnych technologii cyfrowych i nowoczesnymi metodami edukacyjnymi. Autor szkoleń, programów oraz licznych publikacji naukowych i popularyzatorskich o tej tematyce. Prowadzi autorski niekomercyjny serwis edukacyjny Enauczanie.com.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2016 PRESSCOM Sp. z o.o.