Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Aktualne wydanie

Najsłabsze ogniwo

19-04-2017 Autor: Lechosław Hojnacki

Trwa zwycięski pochód automatów. Wszyscy wiemy, że wiele linii produkcyjnych od dawna obsługują roboty i akceptujemy to, że wyręczyły człowieka w monotonnej pracy przy taśmie. Wiemy, że militarne drony coraz powszechniej zastępują żywych żołnierzy i mimowolnie przyzwyczajamy się do wizji armii robotów. Zastosowania przemysłowe, militarne i specjalne to jednak tylko wierzchołek góry lodowej, która płynie w naszą stronę.

 

Większość z nas słyszała o trwających od kilku lat testach autonomicznych samochodów. Pierwsza była chyba firma Google, ale dziś pracują nad nimi niemal wszystkie liczące się koncerny motoryzacyjne, a gros z nich planuje rozpoczęcie masowej sprzedaży w ciągu najbliższych 3–5 lat. Niektóre firmy rozpoczęły testy w publicznym ruchu, natomiast należąca do wizjonerskiego miliardera Elona Muska firma Tesla Inc. seryjnie produkuje kupowane na pniu samochody „półautonomiczne” (wymagają okresowego użycia kierownicy) o niebywałych osiągach, które można już spotkać i na polskich drogach. W stolicy USA autonomiczne minibusy już wyjechały na ulice. Pasażer przywołuje je smartfonem, a następnie wydaje im dyspozycje głosem. Zmierzch prawa jazdy jest bliższy, niż nam się wydaje, bo najbardziej zawodnym elementem samochodu jest jego kierowca (przyczyna 90% wypadków).

Za rogiem czają się też roboty humanoidalne. Firma Honda planuje, że w 2020 r. jej humanoid Asimo (potrafi m.in. biegać, skakać i kopać piłkę) będzie pracował jako przewodnik w dużych obiektach publicznych.

Google w 2013 r. przejął firmę Boston Dynamics prowadzącą badania i eksperymenty z militarnymi robotami, a znaną z czworonogich jucznych dromaderów i dwunogich humanoidów fascynująco i nieco niepokojąco przypominających żywe stworzenia. W planach było stworzenie konsumenckich robotów dla mas, asystujących ludziom w codziennych czynnościach. Ich roboty Handle i SpotMini są niesamowite, jednak wciąż za mało samodzielne decyzyjnie. Stały rozwój sztucznej inteligencji zapewne uzupełni ten brak. Nie chodzi nawet o oprogramowanie osiągające dziś w testach IQ wyniki lepsze niż średnia ludzkiej grupy kontrolnej, bo to tylko dowód, że testy IQ były przereklamowane. Jednak przewaga nad maszyną topnieje w oczach. Przykładowo sieć neuronowa Google Brain pozwala już rozpoznawać obrazy tak niewyraźne, że nasuwa myśli o jasnowidzeniu. „Wymyśliła” także samodzielnie np. sposób szyfrowania, którego my nie potrafimy złamać (w uproszczeniu – dwie jej osobowości odkryły i dopracowały szyfr, którym skomunikowały się w sposób niedostępny ani dla maszyny, ani dla człowieka). Inna sieć neuronowa, iCub, jest od paru lat nauczana jak dziecko (wyposażono ją w humanoidalne ciało, aby mogła używać prawdziwych gier, zabawek i budować pojęcia na doświadczaniu – np. uczy się balansować ciałem, dzięki czemu może odkryć i zrozumieć bardziej abstrakcyjne znaczenia balansu).

 

Niektórzy wieszczą, że kiedyś nasi cyfrowi bracia dojdą do całkiem logicznego wniosku, że najsłabszym ogniwem Układu Słonecznego jest człowiek.

Z kolei na polu imitowania powierzchowności człowieka triumfy święci android Sophia, rozwijany przez firmę Hanson Robotics. Jego mimika i zachowanie całkiem wiernie imitują nasze zachowanie (jego twórca ma nadzieję, że Sophia będzie nam w przyszłości pomagała i uczyła nas).

To tylko garść przykładów, które mogą sprawiać wrażenie dość przypadkowych. Z pewnością jednak niebawem ułożą się w nową całość i nową jakość – jak choćby… dzisiejszy smartfon. Oto ponad połowa Polaków nosi dziś w kieszeni zestaw najwyższych technologii, który połączył w jedno dawne telefony, aparaty fotograficzne, kamery i systemy satelitarnej lokalizacji. Kogo dziś dziwi, że w jego kieszeni mniejszy od groszówki czip za parę dolarów śledzi jednocześnie kilkanaście militarnych obiektów kosmicznych, a jego wnioski są wypowiadane ciepłym ludzkim głosem?

Czy podobny model „ewolucji” stworzy i umasowi naszych autonomicznych asystentów i zmienników? Zapewne. Czy będziemy się z nimi porozumiewali tak, jak z robocikami na popularnych ostatnio i pożytecznych lekcjach kodowania? Nie, na razie wszystko wskazuje, że będziemy rozmawiali z nimi w żywym języku (tu rozwój jest błyskawiczny), ale to może być rozwiązanie przejściowe, bo Elon Musk założył firmę badań medycznych Neuralink, która ma przygotować implantowany, bezpośredni interfejs mózg-komputer.

Niektórzy wieszczą, że kiedyś nasi cyfrowi bracia dojdą do całkiem logicznego wniosku, że najsłabszym ogniwem Układu Słonecznego jest człowiek i odkryją sposób na jego eliminację. Znacznie jednak wcześniej nasze dzieci zmierzą się z wyborem, z kim wolą obcować i rozmawiać: z nami i ze sobą czy ze swoimi doskonałymi technologicznie, komunikacyjnie i „intelektualnie” asystentami. Aby tak nie było, musimy być autentycznie… ludzcy. Zatem – bądźmy.


Lechosław Hojnacki – nauczyciel-konsultant, wykładowca i trener. Zajmuje się m.in. edukacyjnymi zastosowaniami mobilnych technologii cyfrowych i nowoczesnymi metodami edukacyjnymi. Autor szkoleń, programów oraz licznych publikacji naukowych i popularyzatorskich o tej tematyce. Prowadzi autorski niekomercyjny serwis edukacyjny Enauczanie.com.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Informacje o cookies © 2016 PRESSCOM Sp. z o.o.